Szukaj na tym blogu

czwartek, 25 maja 2017

ROZMOWY O DOSIADZIE


Tematem „rozmowy” są między innymi informacje i porady zawarte w poście pod tytułem: „Odwrócone „V” czy „U” ?”

„...Dosiad w kształcie litery 
U działa na nasze szkolne koniki :) wyobraźnia działa i konik zaczął lepiej reagować na łydkę. Mam jednak pytanie dotyczące ułożenia palców stóp. Wszędzie uczą, że należy je trzymać w kierunku do boku konia - ale wówczas kolano się zamyka, leży na poduszce i nie ma jak sprężynować na zewnątrz. Trudno mi na dłuższą metę być rozszerzona w biodrach, bo kolano, przez te stopy wymusza mocniejsze przyłożenie ud do siodła. Patrzę w dół na strzemiona a stopa jakby w nich zsuwa się do boczku konia tak, jakby pod lekkim kątem jest i to trochę kłóci się z literą U, więc domyślam się, że palce powinny chyba być ustawione prosto tzn na wprost, wyginanie ich kłóci się z dosiadem dającym przestrzeń grzbietowi konia. Chciałam zapytać czy zgadzasz się z moim wnioskiem, czy może możesz mi coś podpowiedzieć?...

Myślę, że rozumiem Twój problem. Masz racje, że biodra łatwiej ułożyć w odwróconą literę 
U, gdy pozwoli się palcom stóp „uciec” nieco od boków konia. Niestety, rozszerzone biodra trzeba pogodzić z ustawieniem nogi, a tym samym palców stóp, w kierunku do boków konia. Jest to niezmiernie trudne i przy pierwszych próbach wydaje się być sprzeczne jedno z drugim. Dlatego potrzeba czasu i ćwiczeń, by wypracować właściwy dosiad. Podejrzewam, że jak układasz palce stóp według zaleceń, to zaciskają się Tobie biodra. Jak „rozszerzasz” biodra, to „uciekają” na bok palce stóp. Błędne koło.

Zacznę od tego, że spróbuj nie robić wszystkiego naraz idealnie i na siłę. Pozwól, żeby nogi i ciało zaczęło układać się pod Twoją wyobraźnię i stopniowo. Skoro jesteś bardzo początkującym jeźdźcem, to Twoje mięśnie są jeszcze za słabo rozciągnięte, za mało rozluźnione i zbyt słabe kondycyjnie na idealny dosiad. Dotyczy to również Twoich stawów. Musisz dążyć do właściwej pozycji, ale pozwolić sobie na drobne niedociągnięcia, żeby dać mięśniom i stawom czas na załapanie właściwej formy.

Skoro udało się Tobie wypracować z bioder literę 
U, to niech to będzie punktem wyjścia. Żeby tego nie popsuć, nie przekręcaj na siłę ustawiającej się pod złym kątem stopy. Tym bardziej, że ustawiona palcami do boku konia stopa powinna być konsekwencją właściwego ustawienia całej nogi. Zacznij od tego, żeby przy biodrach w literę U ułożyć łydki tak, by obejmować konia w talii, a nie pod pachami. Im bardziej cofnięta łydka, tym łatwiej właściwie ułożyć stopę. Jadąc wierzchem, podczas uruchamiania wyobraźni, gdy jest to tylko możliwe, zamykaj na moment oczy. Z zamkniętymi oczami szybciej wyczujesz na przykład, gdzie koń ma pas.

Kolejna rzecz, to siedząc na koniu jesteś jak otwarta książka. Środek tej książki to Twoje pachwiny. Brzuch, od krocza po pępek, to jedna połowa kartek- uda, druga połowa. Typowym odruchem jeźdźców i całkiem naturalnym jest bezwiedne przymykanie książki. Ty staraj się co jakiś czas poprawić się w siodle, otwierając mocniej książkę w jej środku. W równym stopniu otwieraj obie jej części. Musisz poczuć, jak rozciągają się Tobie pachwiny i mięśnie z przodu ud. Pozwól, żeby mięśnie ud zaczęły trochę boleć. Powinnaś po jeździe czuć wyraźnie efekt ich rozciągającego wysiłku.

Nie wiem czy jeździsz na nartach? Ja nie, ale to nie przeszkadza w wyobrażeniu sobie, że masz do stóp przytwierdzone narty. Nogi w wyobraźni miej tak długie, że możesz sunąć nartami po podłożu mimo tego, że siedzisz na koniu. Gdyby tak było naprawdę, to ustawione czubkami na zewnątrz narty nie pozwoliłyby tej „dziwnej parze” na poruszanie się do przodu. Układaj narty tak, dzięki ustawieniu całej nogi, byście bez przeszkód mogli wspólnie posuwać się do przodu. Nie myśl o kolanach i ich sprężynowaniu. Pozwól im się ułożyć na poduszce siodła- nie pozwól tylko, by ściskały te poduszki. Nie utrzymuj się w siodle dzięki trzymaniu się go kolanami.

Cała „zabawa” w budowanie dosiadu i kondycji polega na nieustannych poprawkach. Kiedy już się ułożysz, to prędzej czy później słabe jeszcze kondycyjnie Twoje ciało wszystko popsuje. Trzeba kontrolować ciało, wyłapywać momenty kiedy ciało wraca do „domyślnego” i bezwiednego układu i od razu naprawiać błędy.

Na początku przygody jeździeckiej może się zdarzyć, że poprawki trzeba będzie wprowadzać co parę końskich kroków. Dlatego trzeba nauczyć się je wprowadzać w czasie jazdy, w każdym chodzie, bez przerywania pracy.
***
„...Rozmawiałam z doświadczoną koleżanka o dosiadzie, powiedziała, że owszem słyszała o tzw kocim grzbiecie konia, ale ją uczyli (zrobiła kilka lat temu instruktora) żeby dosiad był w literę „X co po „odcięciu” nóżek daje.....„V. Powiedziała, że U to może bardziej w ujeżdżeniu, a u nas w skokach musimy bardziej trzymać się siodła... 

A propos trzymania się siodła. Konie do duże zwierzęta i ludziom się wydaje, że są gruboskórne. Że czują tylko silne sygnały. Nie raz widziałam scenkę: tatuś czy dziadek trzyma dziecko na rękach i mówi: poklep konika, nie tak lekko, mocno, bo inaczej on nic nie poczuje. Myślę, że też znasz podobne scenki- a jak nie znasz, to poznasz. Ale konie, to bardzo delikatne zwierzęta. Przecież one czują muchę, która dopiero ma zamiar usiąść na ich ciele. Im delikatniejsze, im bardziej subtelne sygnały, tym lepiej wierzchowiec współpracuje. Jeźdźcy mówią, że trzymają się siodła, ale oni trzymają się konia. Uwierz mi, że dla tych zwierząt takie uciskająco - trzymające kolana są jak imadło. Koń w miejscu trzymania się jeźdźca napina i blokuje pracę mięśni, żeby zmniejszyć uczucie bólu i dyskomfortu. A to napinanie przekłada się na napięcia w całym ciele i blokuje swobodny ruch łopatek. Może udało się Tobie zapakować kiedyś plecak tak, że podczas targania go na plecach, upierdliwie coś się Tobie wbijało w plecy. Tak właśnie czują konie te trzymające jeźdźca kolana. Czują mimo obecności siodła. A jeżeli człowiek wypracuje dosiad w równowadze, to owe trzymanie się zupełnie nie jest potrzebne, nawet przy skokach. Jeżeli w szkółkach i na kursach instruktorskich uczą trzymania się kolanami, to delikwent nie czuje już potrzeby łapania równowagi i szukania właściwej pozycji w dosiadzie. Zrób taki eksperyment: przy czyszczeniu klaczy, jak będzie w stajni cisza i spokój, tak żeby nic ją nie rozpraszało, palcami rąk suń bardzo, bardzo, bardzo powoli wzdłuż kręgosłupa wierzchowca. Zacznij od kłębu w kierunku zadu i aż na zadnie nogi. Niech ten posuwisty dotyk Twoich palców będzie tak lekki, żebyś muskała tylko końcówki włosia konia. Możesz ten ruch przerywać i zaczynać od nowa w innym albo tym samym miejscu. Obserwuj jej oczy, uszy, głowę przy tym eksperymencie. Możesz to powtarzać przy czyszczeniach i zrób z obu stron kręgosłupa. Daj znać co ciekawego odkryłaś.

***
„...Czasem za jednym sukcesem idą dwie porażki. Wyobraź sobie, że czasem nie wyczuwam momentu, gdy uda już nie maja siły pracować, bo bolą mnie raz mocniej raz mniej, gdy staram się utrzymywać ciężar na strzemionach. Wczoraj staram się pamiętać jaki ciężar mam w strzemionach, gdy wstaję i zachować go w pozycji siedzącej i chyba jest oki- jakoś lekko się czuje, konik delikatnie jakby przyspieszył i po kółku nagle – BUM-bum-BUM - tyłkiem w siodło uderzyłam.

Ale byłam na siebie zła, nawet nie wiem kiedy to się stało. Wróciłam do tradycyjnego angleza i dopiero po chwili gdy złapałyśmy rytm znów zaczęłam przenosić ten mój ciężar na strzemiona. I tu mam pytanie: czy to normalne na początku?

I czy to normalne, że na początku przenoszenia ciężaru uda jednak nie są całkiem luźne? Ta kontrola ciężaru wymaga ode mnie jakby dociśnięcia nóg trochę do strzemion- wyobraźnia dużo daje , ale ud nie mam całkiem luźnych. Może ginie mi „U” i robi się „V” bo przerzucam koncentracje w inne miejsce na strzemiona?...


Teraz Twoje nogi i bolące uda. To normalne na początku, że nogi „wymiękają” i nie wytrzymują takiej pracy non stop. Normalne, że czasami je mocniej napinasz i tracisz równowagę i normalne, że zdarza się bezwiednie opaść w siodło. Nogi i ich mięśnie potrzebują czasu na wzmocnienie, nabranie kondycji i uelastycznienie. Najważniejsze, że zauważasz kiedy coś dzieje się nie tak z Twoim ciałem i starasz się wszystko poprawiać i naprawiać. Dobrze też zauważasz, że przy obciążaniu strzemion odruchowo zacieśniają się uda i z „U” robi się „V”. Zgranie obciążania strzemion z pozostawieniem „U” to długa praca, godziny ćwiczeń, skupienia, koncentracji i nauki samokontroli ciała. I znowu należy się Tobie ogromna pochwała za zauważenie tej odruchowej zależności. Skoro zauważasz, to z czasem dopracujesz do perfekcji „U” z ciężarem w strzemionach. Skup się też na tym, by obciążanie strzemion nie podnosiło Cię zbyt wysoko nad siodło. Podziel sobie w wyobraźni nogę w miejscu kolana, na dwie części. Uda muszą być jak klamerka, która „mocno” (ale nie w sensie siłowo) i „głęboko” przypina siodło do ciała konia, jak ciuch do sznura. A łydki są odpowiedzialne za obciążanie strzemion ciężarem Twojego ciała. Trochę tak, jakby Twój tors opierał się bezpośrednio na kościach piszczelowych (czyli w łydce), a nie na kościach udowych.

Inaczej tłumacząc: klęczysz na wysokim klęczniku, a on jest kanciaty i drewniany i boleśnie wbija się Tobie w kolana. Nie wolno Ci unieść z niego kolan, nieustannie muszą się o niego opierać, więc żeby odciążyć bolące kolana i zmniejszyć ich nacisk drewnianego klęcznika, obciążasz swoim ciałem stopy. Nie musisz przy tym siłowo cisnąć stopami na podłogę, to nawet nie jest wskazane, bo takie ciśnięcie powoduje, że kolana odrywają się od klęcznika i unoszą się nad niego. Trochę to trudne ale jak rozruszasz wyobraźnię, to załapiesz o co mi chodzi.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

NA "PATRONITE" - PASAŻ

NA "PATRONITE" - PASAŻ
Zastanawiasz się, dlaczego Twój koń ma problem z wykonaniem pasażu. Prosisz o pomoc lepszych od siebie jeźdźców albo instruktorów, jednak ich wysiłki idą na marne. Wydaje się być logicznym konieczność przytrzymania na wodzach konia do wykonania tej figury. Jednak jedynym efektem takiego działania wodzami oraz działania dosiadem, ostrogami i batem dla podtrzymania kłusa i nadania rytmu, jest zdecydowany bunt zwierzęcia. Zastanawiasz się co jest przyczyną. Należy ją znaleźć, żeby móc problem rozwiązać. I to jest kolejny problem: jak znaleźć ową przyczynę? Może wspólnie znajdziemy. Zapraszam do współpracy.

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA

NA "PATRONITE" PÓŁ-PARADA
Zastanawia mnie to czy takie " branie konia na kontakt" jest po prostu pół-paradą? Nie, to jak określiłaś „branie konia na kontakt”, to nie jest pół-parda. Na kontakcie powinno się pracować przez cały czas przebywania na końskim grzbiecie. Natomiast pół-parada jest swego rodzaju „ostrzeżeniem” dla wierzchowca: „uwaga, za chwilę o coś cię poproszę”.

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”

DZIEŃ Z „POGOTOWIEM JEŹDZIECKIM”
„Piszę z pytaniem,........ bardzo chciałabym poznać lepiej twój sposób szkolenia jeźdźców i koni, czy jest jakaś możliwość bym mogła....... uczestniczyć w prowadzonych przez Ciebie lekcjach ? Mam dwie chętne ręce do pomocy i jeśli jest jakaś możliwość bym mogła się czegoś nowego nauczyć to bardzo chętnie podejmę się takiej możliwości....” Jakiś czas temu odezwała się czytelniczka mojego bloga z takim właśnie pytaniem. Ale dopiero teraz „rozmowa” z nią natchnęła mnie do nowego pomysłu. Sposób pracy z wierzchowcami jaki propaguję dla wielu jeźdźców jest zupełną i często niezrozumiałą nowością. Jednak człowiek jest z natury ciekawskim „stworzeniem”. Myślę, że wśród jeźdźców, którzy trafiają na łamy mojego bloga jest wielu ciekawskich. Nie znaczy to, że od razu chcieliby zacząć trenować nowy sposób jazdy. Mam taką ofertę: proponuję chętnym dzień z „Pogotowiem jeździeckim”. Każdy mój dzień w stajni to praca z 4/5 końmi. Są to treningi m.in. dzieci na kucu, praca z końmi na lonży, praca wierzchem. Chętna osoba będzie mogła przyjrzeć się mojej pracy. Odpowiem na wszystkie pytania. Pokażę propagowany przeze mnie dosiad. Wskażę różnice w tym dosiadzie i dosiadzie jeźdźca, jeżeli zdecyduje się on wsiąść na wierzchowca. W zakładce: „współpraca” będę na bieżąco informowała o możliwych terminach takiej współpracy. Kontakt: pogotowie_jezdzieckie@wp.pl

Taka oto końska historia